Redaktor M. nadziwić się nie może i myśli o pewnym sieciowym, globalnym sklepie, który zwie się New Yorker. Taki z ciuchami dla małolatów i nastek na topie.
— Co ma ten New Yorker z prawdziwym „New Yorkerem”? Z tytułem znaczy, z tytułem prasy amerykańskiej?
— Zdaje mi się, że nic — wzruszam ramionami.
— No właśnie. To tak jakby sklep mięsny nazwać „Gazeta Wyborcza”. Albo sklep z artykułami dla zwierząt „Pani”. Albo sex shop „Mój pies”.
— Albo „Rycerz Niepokalanej”.
Rosja modernizacyjna nie istnieje
-
Spotkanie Wojennego Klubu Książki poświęcam książce Chrisa Millera „Chip
War”. Pisałem już o niej felieton, ale tak mnie zafascynowała, że odniosę
się te...

0 komentarze:
Prześlij komentarz