czwartek, 22 października 2009

Organiczna agentka

0 komentarze
Dwie agentki — nie od CBA, od sprzedaży reklam — spotykają się na schodach. Raz, drugi, trzeci.

— Ej ty, chyba mnie dzisiaj śledzisz!

— I teraz jestem śledziona!
Bookmark and Share

środa, 21 października 2009

Gdy chce się ugryźć mężczyznę

0 komentarze
Pogoda jest brzydka. Jak skórka pomarańczy zostawiona na tydzień bez opieki. O dobry humor też trudno w chwile, gdy wieje, pada, a nawet grzmi — wystarczy ucho przyłożyć do ścian domów. Tak, tam często kłócą się ludzie, a potem wychodzą na ulice naburmuszeni i z pretensjami do całego świata. Do szarych ulic i śmierdzących autobusów.

Ale tyle poetyckiej prozy. Życie z wierszy się nie składa. Składa się z pracy i snu. I z sond, które trzeba robić, a które nie są moim ulubionym zajęciem.

Wychodzimy na smutne ulice z fotoreporterem G. Na początku pytamy, potem prosimy, a na końcu błagamy o wypowiedzi. Ale ludzi nie da się przekonać. Dzisiaj są zapakowani w pudełka.

— G., ja już nie wytrzymuję! Mogę cię ugryźć w rękę, by sobie ulżyć?
— A co... ja ciacho jestem?
Bookmark and Share

piątek, 16 października 2009

Ile redaktor ma palców?

0 komentarze
Redaktor G. rozmawia przez telefon.

— Ile ja mam palców? Pięć.
Bookmark and Share

środa, 14 października 2009

W zaduszki do puszki

0 komentarze
Tworzą się teksty, piszą się artykuły. Redaktorom odbija:
— Kiedy doszło do zabójstwa?
— W wigilię Dnia Kobiet.
— To skoro on ją udusił... Znaczy, że w Dzień Kobiet były zaduszki?
Bookmark and Share

Pół miliona? Nigdy!

0 komentarze
Redaktor M. wysyła mnie do „Milionerów”.
 Mówi, że będzie moim kołem ratunkowym.
— Teraz już nie ma kół, są eksperci — wtrąca się kolega R.
— Kazię Szczukę w miarę znam, więc po znajomości coś może się uda. Ale dlaczego akurat ja mam iść?
— Trzeba łapać szanse w tak młodym wieku. Póki jeszcze ma pani pamięć w głowie. Wygra pani milion, a ja — jako współautor pomysłu — wezmę pół miliona.
Bookmark and Share

wtorek, 13 października 2009

Jak zrobić zieloną herbatę

0 komentarze
Redaktor P. uwielbia zieloną herbatę. Podobno samo zdrowie. Samo zdrowie to też urlop, na którym od dzisiaj jest wspomniany kolega. Nie ma więc redaktora P. w pracy, ale jest jego kubek. Stoi w kuchni redakcyjnej i trochę sobie postoi. Zawartość: torebka zielonej herbaty Lipton i woda. Nikt tego napoju nie tknie, bo przecież każdy pije w swoim kubku. Pani sprzątaczka też nie wyleje, bo wody się boi, więc kubek z herbatą będzie stał do powrotu redaktora P.

— O, herbata redaktora P.! — zaglądam do redakcyjnej kuchni i zauważam charakterystyczny kubek kolegi z wytatuowanymi ulicami na mlecznym szkle. — Nie wypił! To znaczy zalał i zapomniał wypić!
— No, jego zielona herbata — przygląda się napojowi koleżanka K.
— Zielona to dopiero ona będzie, gdy redaktor P. wróci! Zielona inaczej!

Czekamy i trzymamy kciuki za siły natury.
Bookmark and Share

poniedziałek, 12 października 2009

Cudowny poniedziałek

0 komentarze
Dryń dryń. Telefon tarabani, a jest poniedziałek rano. Trzeba odebrać i z człowiekiem po drugiej stronie się porozumieć. Trzeba.

— Dzień dobry, tu redakcja taka a taka.
— Dzień dobry, sekretariat szkoły muzycznej?
— Nie, redakcja taka a taka.
— To ja się dodzwoniłam do redakcji takiej a takiej?
— Tak.
— A nie orientuje się pani, jaki jest numer do sekretariatu szkoły muzycznej?
— Nie.
— Ojej, to szkoda. Ale dlaczego zgłosiła się redakcja taka a taka? Przecież dzwoniłam do sekretariatu.
— Cuda?
— A wierzy pani w cuda?
Bookmark and Share

piątek, 9 października 2009

Co to jest mail?

0 komentarze
Rozmawiam z lokalnym sportowcem amatorem. Wygrał pewne zawody, więc trzeba się pochwalić czytelnikom. Startował w kategorii 50-60 lat. Ale nie samym słowem człowiek żyje:
— Prześle mi pan zdjęcie z mistrzostw?
— Niech pani sobie ściągnie fotki z mojej strony.
— Świetnie! Poda mi pan adres?
— xxxxx@wp.pl.
— Ale to jest mail, a nie strona.
— Jaki mail? Przecież tam mam zdjęcia.
— Może w mailu ma pan zdjęcia. Ktoś panu przysłał i dlatego pan je ma.
— Jak to? Przecież oglądałem zdjęcia i otwierały się po kolei.
Bookmark and Share

czwartek, 8 października 2009

Dobre jabłko nie jest złe

0 komentarze
Częstuję redaktora M. jabłkiem. Mówię, że to z prawdziwego drzewa, a nie ze sklepu.
— Dobre? — pytam.
— Dobre jabłko jest lepsze od złej gruszki!
Bookmark and Share

środa, 7 października 2009

Gdy mężczyzna się rzuca


0 komentarze
Koledzy rzucają się na przekąskę. Kolega Sz. i redaktor P.

— A co to?

— Gofry szwedzkie.

— Ze Szwecji?

— Nie, wypiekane w Polsce. W Radomiu.
— A właśnie, że nie, bo w Łodzi na ulicy Opałowej 4. U Macieja Jędraszczyka. Z kwaśnym pirofosforanem sodowym. Tak napisane jest na ulotce.
Bookmark and Share

Gdy mężczyzna się wstydzi

0 komentarze
Do redakcji przychodzi redaktor M.
— Coś mi tu pachnie niemieckim proszkiem do prania. Przyznać się, kto się prał?
— Wszyscy piorą się w niemieckich proszkach — redaktor B. dziwi się, oj dziwi.
— Ale ktoś bardziej.
— To pewnie moje rajstopy tak pachną, bo kupiłam sobie pachnące.
— Naprawdę? Nie wierzę, ale wstydzę się powąchać.
Bookmark and Share

Zbliżenie z Obamą

0 komentarze
Redaktor G. zwija się cała, ale nie z bólu. Z pieczenia się zwija, bo była na solarium i spiekła się jak pieczeń.
— Oj, ale mnie wszystko piecze.
— To po co tak często chodzisz na solarium? — pyta redaktor P.
— By się opalić.
— Bo ona chce być czarna. Chce się zbliżyć z Barackiem Obamą — wtrącam się ja.
— No — uśmiecha się redaktor G.

Prawda czy fałsz?

PS. A nie lepiej podsmażyć się na złoto na oleju kujawskim? I dlaczego akurat na nim? Zobacz!
Bookmark and Share

wtorek, 6 października 2009

Akordeony z promilami

0 komentarze
Takie historie lubię najbardziej. Pewien pan dzwoni na policję:
— Rety, rety! Ukradli mi dwa akordeony!
— Kto?
— Złodzieje mi ukradli!
— Skąd?
— Włamali się do piwnicy i z akordeonami wyszli!

Policja zgłoszenie przyjęła, ale do poszukiwań nie przystąpiła, bo funkcjonariuszy ubiegła córka pewnego pana. Dzwoni z samego rana (właśnie dzieci idą do szkoły, dzwonek już tarabani, a radio mówi, że wybiła ósma):
— Policjo! Znalazłam złodziei! Siedzą przed klatką i grają na akordeonach!

Policja gna przed klatkę ile sił w radiowozie. Są na czas — złodzieje siedzą i grają piękne melodie. On tupie nogą, ona się giba. Hej sokoły, omijajcie góry, lasy, doły!

Policja nie ominęła. Złodziei zatrzymała.

Do radiowozu wsiedli: 35-letni Adam O. i 26-letnia Marta K. Oboje twierdzili, że znaleźli akordeony w śmietniku (że też chciało im się wchodzić do środka?). Byli kompletnie pijani — mieli od 2,5 do 3 promili alkoholu w organizmie.

Policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Znaczy, że muzyka nie łagodzi obyczajów.

Gdzie historia się wydarzyła? W Polsce. Wystarczy szczegółów.
Bookmark and Share

Zdrowy telefon

0 komentarze
Dryń dryń! Telefon. Dzwoni pan.
— Redakcja taka a taka, słucham.
— Czy to przychodnia?
— Nie, dodzwonił się pan do redakcji takiej a takiej.
— Czyli to nie jest przychodnia?
— Nie, to gazeta.
— To się pomyliłem. A nie zna pani numeru do przychodni?
— Nie znam.

Czy ja wyglądam na informację zdrowia publicznego? Zresztą — jak ja w ogóle wyglądam? Nie wie ani dzwoniący pan, ani tym bardziej czytelnik tego bloga. No to jak wyglądam? Zdrowo.
Bookmark and Share

poniedziałek, 5 października 2009

Miłość nad życie

0 komentarze
Na biurku fotoreportera G. leży czaszka. Dla nas to już widok normalny, ale goście robią wielkie oczy. Czaszka — nie powiem — zgrabna, spokojna, dobrze wychowana. Nie rzuca się (jedynie w oczy), nie gryzie — mimo iż zęby ma bardzo wydatne. Nie kłóci się, nie ględzi, nie marudzi. Kobieta-marzenie. Dlaczego więc tego marzenia się bać? Czyżby rzeczywiście strach miał wielkie oczy?

— A co to? — pyta pewna pani.
— To damska czaszka — tłumaczy kolega Sz.
— Damska?
— Tak, na imię jej Euredyka. To pierwsza żona kolegi G.
— Chciał ją zawsze mieć przy sobie w pracy — dodaję. — Kochał ją nad życie.

Mina pewnej pani bezcenna.
Bookmark and Share

Szczęki II

0 komentarze
Dziennikarz S. chodzi z kopertą A4 po redakcji. Błąka się, krąży, zerka tu i ówdzie.
— Czy wy macie jakieś szczęki? Chcę zacisnąć zszywki. Klej na kopercie nie klei.
— Nie mamy — odpowiada kolega Sz. — Może redaktor B. ma.

Dziennikarz S. idzie pod wskazany adres.
— B., czy ty masz szczęki?
— Mam zęby. A po co ci?
Bookmark and Share

Ofiara losu

0 komentarze
Jadę z redaktor G. do pracy. Skarży się, że przegrała zakład. Obstawiała wynik meczu i padła ofiarą niesprawiedliwego losu.
— I teraz muszę kupić dwa oleje kujawskie.
— Dlaczego?
— Założyłam się o olej kujawski. Z dwiema osobami, więc muszę kupić dwa litry. Widzisz, gdybym wygrała, to ja dostałabym te dwa oleje! A tak — muszę kupić.
— No tak, honor...

PS. Co się dziś z ludźmi dzieje... Żeby zakładać się o olej kujawski? Kiedyś zakłady szły o wódkę, a teraz wiele hałasu o nic... Bo o olej?
Bookmark and Share

piątek, 2 października 2009

Październik bez kasy

0 komentarze
Wracamy do rozmowy o kalekim kalendarzu, któremu brakuje kartki z październikiem.
— Ty się śpiesz, bo masz jakoś mniej czasu niż wszyscy — słyszę od redaktora P.
— A to moja wina, że zostałam oskubana z października?
— Czyli, że wypłaty za październik też nie dostaniesz!
Bookmark and Share

Czekamy na gówno

0 komentarze
Koleżanka K. pisze tekst o wybijającym szambie w piwnicy. Wybitnym szambie z wieżowca.

— Kiedy będzie to gówno? — kolega Sz. czeka na tekst z niecierpliwością. — Ile można czekać na gówno?
— Właśnie robię — K. podkreśla.
— K. właśnie robi gówno!
— No robię i zaraz dam!

Czas płynie, a gówno się pisze. Kolega Sz. już się szykuje, by wrzucić do gazety, a redaktor P. zaciera ręce, by rzucić okiem na tekst — czy został dobrze uformowany przez koleżankę K.

— Ja będę to gówno czytał?
— Tak, gówno będziesz czytał.
— Co?
— Gówno!
Bookmark and Share

czwartek, 1 października 2009

Licytacja na pęcherze

0 komentarze
W redakcji wrze. Łamią się strony, załamują się dziennikarze, bo redaktorzy poganiają. Nie ma czasu na nic.
— Muszę iść do łazienki — mówi redaktor. B.
— Ja właśnie wracam. Od rana nie byłam. Zapomniałam pójść z tego pisania.
— Widzisz, ty byłaś chociaż raz, a ja jeszcze w ogóle!
— I co? Będziemy się licytować na sikanie?

Zasiadam za stery klawiatury. Gadam sobie pod nosem, że był problem z sikaniem.
— Z czym? — koleżanka K. wyciąga szyję w moją stronę.
— No właśnie szczym!

Na to oburza się kolega Sz.:
— Nie mówi się szczym tylko sikamy!
— Ale jak sikamy, skoro nie sikamy?
Bookmark and Share

Wiara czyni cuda

0 komentarze
Czas na zmiany. Czas zerwać kartkę z kalendarza. Czas wyrzucić wrzesień do kosza. Zrywam więc papierowy wrzesień, a tu — myk! — ukazuje mi się listopad.
— Matko, to października nie ma w tym roku?
— A co, ukazał ci się listopad? — redaktor P. wychyla się zza winkla.
— Ukazał mi się jak duch jakiś.
— To znaczy, że czas szybko mija.
— Aż tak szybko? Oczom nie wierzę!
— Nie wierz oczom, wierz kalendarzom!
Bookmark and Share