Na biurku fotoreportera G. leży czaszka. Dla nas to już widok normalny, ale goście robią wielkie oczy. Czaszka — nie powiem — zgrabna, spokojna, dobrze wychowana. Nie rzuca się (jedynie w oczy), nie gryzie — mimo iż zęby ma bardzo wydatne. Nie kłóci się, nie ględzi, nie marudzi. Kobieta-marzenie. Dlaczego więc tego marzenia się bać? Czyżby rzeczywiście strach miał wielkie oczy?
— A co to? — pyta pewna pani.
— To damska czaszka — tłumaczy kolega Sz.
— Damska?
— Tak, na imię jej Euredyka. To pierwsza żona kolegi G.
— Chciał ją zawsze mieć przy sobie w pracy — dodaję. — Kochał ją nad życie.
Mina pewnej pani bezcenna.
Rosja modernizacyjna nie istnieje
-
Spotkanie Wojennego Klubu Książki poświęcam książce Chrisa Millera „Chip
War”. Pisałem już o niej felieton, ale tak mnie zafascynowała, że odniosę
się te...

0 komentarze:
Prześlij komentarz