Takie historie lubię najbardziej. Pewien pan dzwoni na policję:
— Rety, rety! Ukradli mi dwa akordeony!
— Kto?
— Złodzieje mi ukradli!
— Skąd?
— Włamali się do piwnicy i z akordeonami wyszli!
Policja zgłoszenie przyjęła, ale do poszukiwań nie przystąpiła, bo funkcjonariuszy ubiegła córka pewnego pana. Dzwoni z samego rana (właśnie dzieci idą do szkoły, dzwonek już tarabani, a radio mówi, że wybiła ósma):
— Policjo! Znalazłam złodziei! Siedzą przed klatką i grają na akordeonach!
Policja gna przed klatkę ile sił w radiowozie. Są na czas — złodzieje siedzą i grają piękne melodie. On tupie nogą, ona się giba. Hej sokoły, omijajcie góry, lasy, doły!
Policja nie ominęła. Złodziei zatrzymała.
Do radiowozu wsiedli: 35-letni Adam O. i 26-letnia Marta K. Oboje twierdzili, że znaleźli akordeony w śmietniku (że też chciało im się wchodzić do środka?). Byli kompletnie pijani — mieli od 2,5 do 3 promili alkoholu w organizmie.
Policjanci wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Znaczy, że muzyka nie łagodzi obyczajów.
Gdzie historia się wydarzyła? W Polsce. Wystarczy szczegółów.
Rosja modernizacyjna nie istnieje
-
Spotkanie Wojennego Klubu Książki poświęcam książce Chrisa Millera „Chip
War”. Pisałem już o niej felieton, ale tak mnie zafascynowała, że odniosę
się te...

0 komentarze:
Prześlij komentarz