Pogoda jest brzydka. Jak skórka pomarańczy zostawiona na tydzień bez opieki. O dobry humor też trudno w chwile, gdy wieje, pada, a nawet grzmi — wystarczy ucho przyłożyć do ścian domów. Tak, tam często kłócą się ludzie, a potem wychodzą na ulice naburmuszeni i z pretensjami do całego świata. Do szarych ulic i śmierdzących autobusów.
Ale tyle poetyckiej prozy. Życie z wierszy się nie składa. Składa się z pracy i snu. I z sond, które trzeba robić, a które nie są moim ulubionym zajęciem.
Wychodzimy na smutne ulice z fotoreporterem G. Na początku pytamy, potem prosimy, a na końcu błagamy o wypowiedzi. Ale ludzi nie da się przekonać. Dzisiaj są zapakowani w pudełka.
— G., ja już nie wytrzymuję! Mogę cię ugryźć w rękę, by sobie ulżyć?
— A co... ja ciacho jestem?
Rosja modernizacyjna nie istnieje
-
Spotkanie Wojennego Klubu Książki poświęcam książce Chrisa Millera „Chip
War”. Pisałem już o niej felieton, ale tak mnie zafascynowała, że odniosę
się te...

0 komentarze:
Prześlij komentarz